Jak pilanie po wojnie „niemców” ukarali

03.08.2017

 

Masz zdjęcia lub film do tego artykułu?   Wyślij je do nas!

#piła   #polacy   #niemcy   #historia   #przesladowania   

Błąd ortograficzny w tytule zmieściliśmy celowo. Jest to bowiem dosłowny cytat z notatki służbowej z obrad Obwodowej Rady Narodowej w Pile, które odbyły się jesienią 1945 roku.

 

W końcu lat czterdziestych w ukazującym się w naszym mieście periodyku "Piła Mówi" sporo pisano o niechęci wobec Niemców, nieprzyjaznych nastrojach w mieście, kreowano poczucie zagrożenia ze strony niedawnych jeszcze mieszkańców naszego miasta. Tę dość powszechną niechęć potwierdzają także dokumenty ówczesnego ratusza.

W tamtych trudnych i strasznych latach nienawiść wobec naszych niedawnych agresorów była jawna i popierana przez władze – czemu trudno się dziwić. Niestety, ofiarą tych działań padali przeważnie jedynie ci, którzy byli pod ręką i nie mogli się bronić, a nie ci, którzy na karę zasłużyli.

Już podczas drugiego spotkania 26 października 1945 roku formującej się naszej pilskiej Obwodowej Rady Narodowej, ówczesny starosta chodzieski stwierdził: „Co do niemców (pisownia oryginalna) przebywających jeszcze na terenie Piły, to będą oni wykorzystani do maximum jako siła robocza przy minimum środków utrzymania”. W protokołach z późniejszych posiedzeń Obwodowej Rady Narodowej znajduje się inny wielce wymowny fragment. W części poświęconej wolnym wnioskom zastępca burmistrza Piły Franciszek Berwid (PPR) złożył wniosek, by pracujący przymusowo i bezpłatnie w Pile Niemcy mieli jeden dzień w tygodniu wolny – np. niedzielę. Radni jednak się na to nie zgodzili. Inną, potwierdzającą niechęć do Niemców historią jest tzw. sprawa doktora Katke, cenionego w Pile lekarza. Wówczas w naszym mieście każdy wykwalifikowany człowiek był na wagę złota a co dopiero lekarz! Jednakże nasza Rada Narodowa poświęciła dwa swoje spotkania rozważając, czy doktor Katke może pracować w pilskim szpitalu. Ostatecznie radni  zdecydowali, że może, ale pod nadzorem polskich lekarzy.Niemieccy fachowcy byli po prostu Pile potrzebni, aby  uruchomić elektrownię, wodociągi, gazownię i inne zakłady.

Informacje niechętne i wrogie Niemcom możemy znaleźć w pierwszym pilskim periodyku „Piła Mówi”. W 5. numerze  z dnia 6 października 1946 r. znajduje się tekst pod tytułem „Co z Niemcami?”. Autor podpisujący się „Mik” wbrew tytułowi pisze o Niemkach uprzątających gruz z pilskich ulic. Artykuł jest utrzymany w tonie histerycznym, autor zarzuca  wspomnianym Niemkom, próbę uwiedzenia pilnujących ich strażników. A oto próbka tamtego dziennikarstwa: "Nie! Nie myślę stawać w obronie „pracujących"; Niemek! Chodzi właśnie o to, czy one naprawdę pracują? Zdaje się, iż tylko udają i to udają bardzo umiejętnie, skoro potrafią zmylić czujność dozorujących je Polaków. Szkoda, że mało znam język niemiecki i nie mogę przekonać się o czym rozmawiają przeznaczone do przymusowej pracy Niemki i pilnujący je Polacy! Jednakże z podchwyconych słów, tonu rozmowy, mimiki i zbyt częstych uśmiechów śmiało mogę wnioskować, iż rozmowy te wybiegają daleko poza granice koniecznego porozumienia się w kwestiach formalnych”. Oprócz tego autorowi nie podobało się, że: „przechodzeń i przypadkowy obserwator widzi, że w ciągu godziny Niemki piętnaście minut odpoczywają, piętnaście rozmawiają, a tylko pół godziny „pracują". "... a nie zdoła tego dostrzec dozorujący? Dlaczego jednostki wyższe nie zainteresują się rezultatem pracy Niemek?” Z tego samego artykułu możemy się jeszcze dowiedzieć, iż obowiązywało wówczas zarządzenie o zakazie używania języka niemieckiego w miejscach publicznych. Autor nie wspomina, że Niemki świadczyły pracę niewolniczą – pod przymusem i za darmo.

Do tematu Niemców w Pile powrócono w numerze specjalnym wydanym na początku listopada 1946. W obszernym artykule „Budujemy Polskę – bez Niemców” znalazło się zdanie „Cały naród niemiecki, ten wilk buszujący w dżungli ludzkiej, musi na swej skórze odczuć wartość metod stosowanych wobec innych”. Niestety, autor tego tekstu, którym był prawdopodobnie Tadeusz Kowalewski redaktor naczelny trochę przeszarżował. W jednym z akapitów napisał, że jest w stanie udowodnić, iż Niemcy „sławni w świecie ze swej umiejętności w zakresie organizacji gospodarki i techniki to partacze i tandeciarze jakich mało” i że jest w stanie podać wiele dowodów naszej propagandzie (wyrażenie oryginalne) na wykonanie wielu obiektów poniżej wszelkiej krytyki.

W jednym z ostatnich numerów z 13 kwietnia 1947 możemy przeczytać artykuł „Niemiec odwieczny nasz wróg”. Jego autor Jerzy Senderski zaczyna od tego, że „Z wielu książek niemieckich, które przerzuciłem przez ręce jedna szczególnie zainteresowała mnie”. Autor przeczytał pracę dotyczącą mitu Niemca w literaturze polskiej. Niestety, ani słowem nie wspomina co ta książka zawiera za to zabiera się za cytowanie polskich przysłów nt. Niemców. Zebrał ich prawie czterdzieści. Oto kilka z nich: „Kto Niemcowi służy temu diabeł płaci”, „Rozmawiaj z Niemcem a kamień trzymaj w kieszeni”, „Wal go bo to Niemiec”, „Co Polak to nie Niemiec” itd. Bezpośrednio po wojnie w Niemczech także pojawiały się pomysły o zmianie granic i o tym, że Piła musi znów być niemiecka. Taką opinię znajdujemy w krótkiej przedmowie do wspomnień dr. Stukowskiego pt. „Do końca w Pile”.

I choć być może wiele osób drażni dziś ta współczesna, europejska, polityczna poprawność zabraniająca „mowy nienawiści”, jednak podane wyżej przykłady dowodzą, że chroni nas ona wszystkich przed gorzkim losem naszych rodziców i dziadków z tamtych lat.
 

To może Cię także zainteresować:
Dominik marzy o bieganiu. Możemy mu pomóc!
Uwaga dzisiaj może powiać!
Za nami Pilski Jarmark Bożonarodzeniowy

red. | źródło: Jan Szwedziński; zdjęcia: ze zbiorów Heimatkreis Schneidemuhl z Cuxhaven