Wyklęty który nie strzelał do czerwonych

15.05.2017

 

#marek fijałkowski   #józef leszczyński   #żołnierze wyklęci   #druga wojna światowa   #armia krajowa   #historia   

Dobrze że przywracamy pamięć o Żołnierzach Wyklętych. Jednak na nasz szacunek zasługują również ci, którzy widząc bezsens dalszej walki odbudowywali Polskę, zachowując się przy tym przyzwoicie.
 
Rozmowa z Markiem Fijałkowskim, starszym kustoszem Muzeum Okręgowego w Pile.

Kto i kiedy wymyślił pojęcie Żołnierzy Wyklętych i kogo ono obejmuje? Ludzi podziemia niepodległościowego, czy wszystkich prześladowanych po wojnie przez komunistów?

- Pojęcie powstało w 1993 roku, a jego autorem był Leszek Żebrowski, autor wielu książek o Żołnierzach Wyklętych lub Niezłomnych, który często odwiedzał nasze miasto. Uważam, że należy je rozszerzyć o żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, którzy po powrocie do Polski byli prześladowani, trafiali do więzień, a często także byli mordowani.

Czy tym mianem możemy określić rotmistrza Józefa Leszczyńskiego, dwukrotnego kawalera Orderu Virtuti Militari? Wprawdzie nie strzelał do Sowietów i komunistów, ale życiorys miał niesamowity.

- Znałem go osobiście i myślę, że był bardzo wybitną postacią. Szkoda, iż zupełnie nieznaną. Mieszkał przez wiele lat w Tucznie i w Wałczu. Przyjeżdżał wielokrotnie do Piły, odwiedzał również wystawy, które w naszym muzeum organizowaliśmy o Wojsku Polskim. Przyznam jednak, że fascynującą historię rotmistrza Leszczyńskiego poznałem dopiero po jego śmierci.

Kim był Józef Leszczyński?


- Urodził się w 1911 roku w Żółkwi. Jego ojciec był oficerem armii austro-węgierskiej i wychowywał syna w duchu patriotycznym. W latach 1925-30 J. Leszczyński odbył naukę w Korpusie Kadetów we Lwowie, następnie było Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, które ukończył w stopniu podporucznika. Pierwsze lata służby odbył w Żółkwi w 6. Pułku Strzelców Konnych , a od 1934 pełnił służbę w 1. Pułku Strzelców Konnych w Garwolinie. Najpierw jako dowódca plutonu, następnie szwadronu, a w latach od 1938-39 jako adiutant pułku.

Tuż przed wojną 1. PSK z Garwolina został przekształcony i przezbrojony.

- W maju 1939 roku zapadła decyzja o przeformowaniu pułku w Warszawską Brygadę Pancerno-Motorową. Strzelcy zamienili konie na czołgi, tankietki i samochody pancerne. Duża rolę odegrał w tym J. Leszczyński, który jako adiutant wielokrotnie spotykał się z nowym dowódcą jednostki pułkownikiem Stefanem Roweckim, późniejszym „Grotem” - dowódcą ZWZ-AK.

Wybucha wojna.

- Pod koniec września pod Tomaszowem Lubelskim po krwawym boju brygada uległa rozbiciu. Porucznik Leszczyński wraz z kolegami postanowił przedostać się do Francji, jednak w okolicach Bełżca zostali schwytani przez niemiecki patrol i trafili do oflagu Arnswalde (dzisiejsze Choszczno).

I Józef Leszczyński uciekł z tego obozu.

- Razem Leszczyńskim uciekli wtedy porucznicy Dobrski i Kosek. Od polskiej komendy obozu otrzymali oni rozkaz nawiązania kontaktu z Komendą Główną ZWZ. Chodziło ustalenie dróg i szyfrów umożliwiających dalszą współpracę uwięzionych oficerów z KG ZWZ. I ta współpraca została nawiązana, bo uciekinierzy po miesiącu marszu na piechotę najpierw przez tereny III Rzeszy, a następnie przez Generalną Gubernię dotarli do Warszawy. Za ten czyn J. Leszczyński został awansowany do stopnia rotmistrza i po raz pierwszy odznaczony Krzyżem Virtuti Militari.

Rozpoczęła się służba konspiracyjna J. Leszczyńskiego.

- Rotmistrz Leszczyński ps. „Leszcz” rozpoczął służbę w Obwodzie AK Mińsk Mazowiecki. Był zastępcą dowódcy obwodu, szkolił podchorążych, przyjmował zrzuty - w tym trzy z cichociemnymi. Był bardzo zasłużonym oficerem czego wyrazem było Virtuti Militari nadane mu po raz drugi. Kiedy latem 1944 utworzono 22. Pułk Piechoty AK, który miał iść na pomoc walczącej Warszawie rotmistrz został dowódcą 3. Batalionu Piechoty. Marsz na stolicę się nie udał, bo cały pułk został rozbrojony przez Sowietów. Leszczyński zachował się wtedy bardzo przytomnie bo uciekł rozpuszczając wcześniej swoich żołnierzy. Tymczasem pozostali oficerowie i żołnierze 22. PP AK trafili najpierw do obozu filtracyjnego, który NKWD urządziło w dawnym hitlerowskim obozie koncentracyjnym na Majdanku, a stamtąd zostali wywiezieni do obozów w ZSRR. Wielu nie wróciło.

Jednocześnie komendant obwodu kpt. „Lubicz” zaproponował Leszczyńskiemu objęcie oddziału i kontynuowanie walki z nowym wrogiem. Odmówił.

- Propozycji objęcia oddziału nie przyjął, bo wiedział że ta walka nie miała najmniejszego sensu, że ta fala która zalała kraj trwać będzie długie lata, że zamieniliśmy okupację niemiecką na sowiecką.

Co było dalej?

- Początkowo ukrywał się w okolicach Warszawy. Następnie wraz z przyszłą żoną przeniósł się do Krakowa skąd postanowił przedrzeć się na zachód, do oddziałów WP dowodzonych przez gen. Maczka. Dokonał tego w październiku 1945 roku. Niestety sam, bo pani Helena została aresztowana za działalność w ZWZ-AK i półtora roku spędziła w więzieniach ubeckich najpierw w Krakowie potem w Warszawie, gdzie w brutalny sposób przesłuchiwał ją sam Radkiewicz. Być może dlatego, że była krewną Rydza-Śmigłego? Pan Józef do końca życia nie mógł sobie darować, że zostawił panią Helenę. Mówił mi o tym kilka razy.

Niemniej jako żołnierz I Korpusu wykonał najbardziej chyba spektakularną akcję w swojej wojskowo-konspiracyjnej karierze.

- Rotmistrz Leszczyński przebywał w miejscowości Meppen i tam zaproponowano mu misje kurierskie do Polski. Wykonał trzy takie misje, z których najważniejsza była ostatnia, do której same przygotowania trwały pół roku. Odbyła się ona w lipcu 1946 roku. W ramach UNRRY kolumna ponad 20 samochodów przewiozła dla Warszawy szpital polowy. Obsadę konwoju, którym dowodził Leszczyński stanowili żołnierze gen. Maczka. Wszyscy przebrani w mundury armii amerykańskiej. Po rozładowaniu szpitala samochody pod pretekstem rozwiezienia paczek z pomocą rozjechały się po kraju.

Jaki był prawdziwy cel?

- Chodziło o przewiezienie do Meppen ponad 200 osób zagrożonych aresztowaniem. Byli to żołnierze AK i rodziny oficerów dywizji gen. Maczka. Między innymi rodzina Ryszarda Białousa, słynnego "Jerzego" dowódcy Batalionu Zośka, a także: pułkownika Jana Kamińskiego, który po generale Sosabowskim objął dowództwo brygady spadochronowej.

Nie byle jaki wyczyn przewieźć w konspiracji ponad 200 ludzi - w tym kobiety i dzieci - przez dwa kraje i dwie granice opanowane przez Armię Czerwoną i NKWD oraz polską i czechosłowacką bezpiekę.

- Głównym problemem - jak mi opowiadał rotmistrz - było zachowanie ciszy przez dzieci. Szczególnie na granicach. Ale na szczęście alkohol i dolary uczyniły cuda i cała potężna kolumna 20 samochodów w lipcu 1946 roku dotarła do Meppen.

Z tak wybitnym życiorysem J. Leszczyński mógł wieść na zachodzie wygodne życie emigranta - postanawia jednak wrócić do Polski, w której groziło mu więzienie, a nawet śmierć.

- Wrócił w 1947 roku na wieść o tym, że jego przyszła żona na mocy amnestii została zwolniona z więzienia. Wcześniej w ambasadzie polskiej w Paryżu ujawnił swoją działalność konspiracyjną w AK, pomijając jednocześnie swoje dokonania po 45 roku. Wiedział, że tego mu komuniści nie darują. Do więzienia nie trafił, ale był represjonowany i inwigilowany do 1956 roku. Dostał nakaz opuszczenia Warszawy i tak trafił do Tuczna gdzie zakładał szpital przeciwgruźliczy, a następnie do Wałcza gdzie pracował jako zastępca dyrektora Szpitala Powiatowego. W Starej Łubiance natomiast uczył młodzież, w tym także i z Piły - jazdy konnej, bo jako kawalerzysta pan Józef bardzo kochał konie. Myślę, że jego ówcześni uczniowie nie zdawali sobie sprawy z kim mają do czynienia, a dzisiaj z dumą mogą wspominać udział w tych kursach.

Czyli budował Polskę, która nie była ojczyzną jego marzeń?


- Myślę że do Polski wrócił dla pani Heleny, bo wielokrotnie podkreślał jak bardzo ważne są dla niego wartości rodzinne. A późniejsze postępowanie wynikało z wpojonych mu zasad honorowego postępowania i obowiązku pracy dla ojczyzny.

Dziękuję za rozmowę.

To może Cię także zainteresować:
Wakacyjna edukacja dźwiękiem i kolorem
Z historia na ty
Amatorzy niszczą. Zawodowcy odkrywają

NASTĘPNE >

 

 

red. | źródło: Piotr Gadzinowski, zdjęcia: Muzeum Okregowe w Pile

1  /  7